Kuba

Relacja z podróży Kuba

Zdjęcie użytkownika zoha
od Zoha
Zarejestrowany od: 06-07-10
Przeczytano:
1201 razy
Wiek:
26-30
Czas podróży:
listopad 09

Pierwszy raz na Kubie


Moja przygoda z Kubą zaczęła się całkiem niewinnie. Okazałe się, że znajoma z pracy ma przyjaciółkę, która się kilka lat temu przeprowadziła do Hawany. Mimo, że żyje jej się tam świetnie, ma dużo znajomych i ciekawą pracę, to jednak czasami tęskni za Polską i bardzo chętnie przyjmuje gości. I jak tu nie wykorzystać takiej okazji? Potraktowałam to jako pewnego rodzaju znak, zaczęłam korespondować z Magdą mailowo i obgadywać szczegóły wizyty. Udało mi się złapać całkiem tanie bilety z terminem za 4 miesiące... Czyli jest czas, żeby się przygotować. Mentalnie i merytorycznie.
 

Listopad okazał się idealnym momentem na odwiedziny tej wyspy. Wiosenna temperatura (23-25 st. C) zachęcała do aktywnego spędzania czasu, dzięki czemu udało mi się wykorzystać te 10 dni najlepiej, jak mogłam. Z aklimatyzacją naszczęście nie miałam problemu, więc już następnego dnia po przylocie do Hawany ruszyłam na miasto!
 

Na pewno, bez żadnych wątpliwości, najciekawszym miejscem Hawany jest stare miasto, czyli Habana Vieja. Jest to podobno najładniejsza starówka na Karaibach, a świadczy o tym chociażby fakt wpisania jej w latach 80-tych na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO. Od tego czasu przeszła generalną odnowę i zachwyca kolorami. Nawet gdyby zupełnie nie spędzać czasu na zwiedzaniu zabytków, można przez kilka dni zachwycać się panującą tu atmosferą, przeuroczymi uliczkami (jak na przykład Calle Obispo) czy wybrzeżem. Mnie osobiście urzekły wszechobecne balkony, pelne kwiatów i barwnych postaci. Zamek Castillo de la Real Fuerza to szesnastowieczny budynek obronny, który zrobił na mnie duże wrażenie, zwłaszcza fosa i potężne umocnienia. Skusiło mnie też muzeum historyczne zlokalizowane w osiemnastowiecznym Palacio delos Capitanes Generales. Warto się na chwilę przenieść do okresu kolonializmu... Swoim spokojem i urokliwą atmosferą zachwycił mnie Plac Katedralny, na którym można w knajpach posłuchać muzyki na żywo albo wywróżyć sobie przyszłość przy pomocy kobiet ubranych w stroje kolonialne. Wnętrze katedry mnie nie zachwyciło, natomiast jej fasada robi ogromne wrażenie! Centrum Hawany jest dużo bardziej nowoczesne, warto się tam wybrać, żeby uszczknąć co nieco z prawdziwego życia nocnego Kubańczyków. Spacer nadmorskim bulwarem Malecon sprawił mi dużą przyjemność.
 

Ponieważ czas mi się kurczył, postanowiłam jeszcze przejechać się kawałek na zachód, do Doliny Vinales. Została ona uznana za dziedzictwo narodowe, głównie ze względu na imponujące wapienne mogoty. Przepiękna przyroda no i oczywiście legenda tutejszych cygar – podobno najlepszych na świecie – przyciągają wielu turystów. Pokusiłam się również o wejście do kilku tutejszych jaskiń. Pinar del Rio to stolica tego regionu, natomiast mi dużo bardziej przypadło do gustu miasteczko Vinales. Drzewa i drewniane kolumnady wzdłuż głównej ulicy oraz świetnie zachowana architektura kolonialna nadają temu miejscu dużo uroku.
 

No cóż, oczywiście tylko liznęłam ten kraj. Ale co się odwlecze to nie uciecze – powrót na Kubę jest nieunikniony. Może zakosztuję nurkowania?
Zgłoś nadużycie