Grecja

Relacja z podróży Grecja

Zdjęcie użytkownika madziaaaaa
od Magda
Zarejestrowany od: 07-07-10
Przeczytano:
478 razy
Wiek:
19-25
Czas podróży:
wrzesień 09

Rodzinna wycieczka na Athos



Pobudka bez problemu – wszak czekają nas atrakcje!!! Focusik – wynajęty przez nas samochód, jedzie bez żadnych zastrzeżeń! Szybko docieramy do początku Sithoni, a tam żadnego drogowskazu na port Ormos Pangias … Rozumiemy, że spowodowane jest to faktem, iż piractwo jest karalne i głęboko skrywane. Rodzice „łapią się na koło” za dużym autokarem, który „na bank też tam jedzie” (na nieszczęście moich rodziców ja w tym czasie ucinam sobie drzemkę). Docieramy… ale do Agios Nikolaos 15 km na północ od celu naszej podróży! Po obudzeniu stwierdzam, że mój tata jechał za zwykłym!! tutejszy PKS - em, który kursuje między małymi miejscowościami (a myślał bidulek, że to turystyczny autokar wiozący turystów na tę samą wycieczkę, na którą my się wybieramy). Szybko nawracamy aby po chwili skręcić ponownie w złą drogę. Coś z orientacją jest dzisiaj nie za bardzo, musimy się posiłkować mapą. Czas goni, bo musimy być 30 min przed odbiciem statku, a my już spóźnieni! Na szczęście trzecia próba udana. Zostawiamy smutnego Focusa samego w porcie na cały dzień, a sami wpadamy na pokład „Menia Marii III” witani przez jednookiego kapitana pirata. Podróż w kierunku południowego cypla Republiki Athos przebiega lekko i przyjemnie po spokojnym morzu. Spokój zakłóca jedynie „piracka” napaść i przymuszenie do wspólnych zdjęć. Wychodzimy z niej bez większych ran, ale portfel został ranny na 16 E. Lekki posiłek, Frappe, Mythos i już rozpoczynamy morskie „zwiedzanie” monastyrów. Co by nie powiedzieć, mnisi potrafią ciekawie budować. Żal, że nie można zejść na ląd i zobaczyć to wszystko z bliska. A tak pozostaje piękny widok i poczucie tajemniczości tego co w środku. Powoli zbliżamy się do Ouranopolis – małego portu z wieżą i piękną plażą przy granicy z „Mnisią krainą”, z którego wypływają wszelkie dostawy do monastyrów (każdy z nich ma swój port). Miasteczko jest malutkie i urocze… dopóki nie zaleje go lawa jednodniowych piratów - turystów ze statku. Pierwszy raz w Grecji spotykamy się z wydawnictwami w języku polskim. W miasteczku są chyba tylko tawerny i sklepiki z suwenirami oraz mnóstwo mnichów. Kosztujemy miejscowego gyrosa, bo tawerny zapełnione przez „szybszych” piratów, którzy nie musieli spędzić tak dużo czasu na wymianie „talarów” na miejscowe paciorki… Powoli kończy się czas pobytu na lądzie – odpływamy ku czekającym na nas atrakcjom. Po pierwsze nad nami ołowiane chmury i wiatr (oj będzie „bujać”), a na pokładzie zapowiadają występy greckie. Jedno i drugie sprawdza się. „Buja”, że hej – zalewa pokład i siedzących tam piratów. Byliśmy przezorni i zajęliśmy miejsca dalej od burty. A na pokładzie… kapitan-pirat przeistoczył się w Greka w tradycyjnych rajstopkach i spódniczce. Zabawa jest po pachy, bo podczas greckich tańców panu wiatr podwiewa spódniczkę pokazując – ku uciesze wszystkich pań-piratek, czerwone majtki pod białymi rajstopkami (prześliczne!). Następnie zmiana na czarne stroje Greków kreteńskich i nowe tańce, min. „pijany taniec”, w którym pije stojąc na rękach! Facet jest niesamowity!!! W lekkim deszczu i chmurach opuszczamy gościnnych piratów i startujemy do Kriopigi (75 km).
Zgłoś nadużycie