Austria
Relacja z podróży Austria
Wiek:
26-30
Czas podróży:
listopad 08
Wariackie narty w Austrii!
Pewnej zimowej nocy koło północy zadzwonił u mnie w domu telefon. „Co za wariat dzwoni o tej porze“ pomyślam złowrogo, ale zwlokłam się z łóżka i poczłapałam do aparatu. Dzwoniła moja przyjaciółka
Alicja, która z desperacją w głosie wyznała, że wygrała wyjazd na narty do Austrii, ale że nie ma z kim pojechać. Przeprosiła mnie oczywiście, że dzwoni tak późno, ale cały dzień szukała towarzysza,
obdzwaniała znajomych i nikt nie mógł (a niektórzy, choć trudno w to uwierzyć, nie chcieli) z nią jechać.... W desperacji zadzwoniła, więc do mnie.... „Wszystko fajnie, powiedziałam. Tylko, że ja nie
umiem jeździć na nartach...“. „Nic się nie martw- zawyrokowała Alcia. Tam są takie tereny, że bez problemu się nauczysz. Zresztą ja będę Twoim instruktorem“. Skoro tak, to JADĘ odparłam, a Alcia
rzuciła tylko „To się pakuj. Wyjeżdzamy jutro!“.
I tak oto psim swędem załapałam się na narciarską przygodę życia. W ciągu jednej nocy spakowałam się, skombinowałam sprzęt narciarski od kilku różnych osób oraz (prawie) przekonałam rodziców, że to na pewno nie żadna podpucha ;-) i następnego dnia już siedziałam w autokarze gnającym do Zell am See. Ośrodek Kaprun-Zell am See jest znanym kompleksem narciarskim położonym nad brzegiem jeziora. Na miejscu zachwyciła mnie świetna organizacja ruchu turystycznego. Dzięki sieci skibusów sprawnie i bezpłatnie w ramach skipassu przemieszczałyśmy się między wioseczkami i każdego dnia mogłyśmy próbować jazdy na innym stoku lodowca Kitzsteinhorn. Mnóstwo wyciągów i kolejek sprawnie dowoziło turystów na górę, a dobrze oznakowane trasy nie pozwalały się zgubić. Dodatkowym atutem była liczba i długość tras. Pamiętam, że zjazd najdłuższą z nich trwał dobre 30 minut. To bylo szaleństwo!
Ciekawe było to, że mimo ogromnej liczby narciarzy (w Austrii na nartach jeżdzą chyba wszyscy od lat 2 do 102) stoki nie były zatłoczone, a na kolejkę czy wyciąg nie trzeba było długo czekać. To się nazywa organizacja!
I tak oto psim swędem załapałam się na narciarską przygodę życia. W ciągu jednej nocy spakowałam się, skombinowałam sprzęt narciarski od kilku różnych osób oraz (prawie) przekonałam rodziców, że to na pewno nie żadna podpucha ;-) i następnego dnia już siedziałam w autokarze gnającym do Zell am See. Ośrodek Kaprun-Zell am See jest znanym kompleksem narciarskim położonym nad brzegiem jeziora. Na miejscu zachwyciła mnie świetna organizacja ruchu turystycznego. Dzięki sieci skibusów sprawnie i bezpłatnie w ramach skipassu przemieszczałyśmy się między wioseczkami i każdego dnia mogłyśmy próbować jazdy na innym stoku lodowca Kitzsteinhorn. Mnóstwo wyciągów i kolejek sprawnie dowoziło turystów na górę, a dobrze oznakowane trasy nie pozwalały się zgubić. Dodatkowym atutem była liczba i długość tras. Pamiętam, że zjazd najdłuższą z nich trwał dobre 30 minut. To bylo szaleństwo!
Ciekawe było to, że mimo ogromnej liczby narciarzy (w Austrii na nartach jeżdzą chyba wszyscy od lat 2 do 102) stoki nie były zatłoczone, a na kolejkę czy wyciąg nie trzeba było długo czekać. To się nazywa organizacja!
