Grecja
Relacja z podróży Grecja
Wiek:
19-25
Czas podróży:
wrzesień 09
Wycieczka do Meteory
Z chłopakiem i znajomymi zdecydowaliśmy się wybrać pewnego dnia do Meteory. Wstajemy 5.27 (w Kraju 4.27) bo o 6.30 jesteśmy umówieni ze znajomymi. Ciemną nocą ruszamy i już po ok. 4 godz. jazdy
(10.10) docieramy do Kalambaki – miejscowości powstałej u podnóża Meteory. Z map wynikało, że z Thessalonik do Aten prowadzi autostrada… Jednak informacja ta mijała się kapkę z prawdą. Po zapytaniu
greka przy bramce, uiszczając opłatę za autostradę - „Gdzie jest autostrada?!”, „Tu…”, „Jak tu, skoro tu nic nie ma?!!!”, „Tu… będzie!!”. Na razie są opłaty za przejazd i odcinki kilkudziesięcio
kilometrowe, po których można „lecieć”, ale również - oczywiście płatne!!. Na szczęście wokół monastyrów są porobione piękne drogi i na najwyższe szczyty dotarliśmy bez problemów. Szkoda, że z
parkingów trzeba chodzić na nogach… Są „windy” – only residents, a osiołków i camelców brak. Ale niech tam – w upale, który odbiera chęć do życia, rozpoczynamy zwiedzanie. Wąskimi schodami wspinamy
się na sam szczyt. Po uiszczeniu 2€ opłaty za każde z nas wchodzimy do Klasztoru Megalo Meteoro (to najstarszy, największy i najwyższy rangą z monastyrów). Jest ogromny, a widok z tarasu przepiękny.
Pod nami widać Kalambakę, a na naszym poziomie resztę gęsto usytuowanych innych monastyrów. Naprawdę widoki zapierają dech w piersiach, ale wysoka temperatura jest trochę męcząca. Podczas zwiedzania
weszliśmy też do jednej z kaplic udostępnionej dla zwiedzających. Pełnej ikon i malowideł, była przepiękna. Po zwiedzaniu wybraliśmy się do tawerny w Kalambace, by nabrać trochę siły i zaspokoić
głód. Przede wszystkim chcemy coś do picia, ale po wglądzie w kartę dań zamawiamy pół stołu jedzenia!!! Po obiedzie czas w drogę – po jedzeniu, o niczym tak nie marzymy jak o powrocie do nagrzanego
samochodu i kilku godzinnej jeździe samochodem!!! Oznaki tego objawiają się wkrótce… Nie pomaga Klima, ani szybka jazda. Naszego kierowcę - Jacka :) dopada kryzys!!! Zatrzymujemy się na stacji w
pustynnym terenie (dookoła piachy i góry – jak w starym westernie…) Jacek idzie spać, a my idziemy na kawę. Po krótkim spaniu dołącza do nas. Zimne frappe i zimna klima na stacji stawiają go na nogi.
Ruszamy dalej. Po szaleńczej jeździe i korkach na obwodnicy w Thessalonikach docieramy o 18.30 do Kriopigi. Po powrocie wszyscy padliśmy spać, musieliśmy zregenerować siły by wieczorem móc zabalować
na mieście :).




