Egipt
Relacja z podróży Egipt
Wiek:
19-25
Czas podróży:
grudzień 08
Zakupowe szaleństwo ...
Każdy wyjazd do Egiptu nie może obyć się bez zakupowego szaleństwa. To przede wszystkim domena kobiet, choć zauważyłam, że mężczyźni jak najbardziej również sobie w tych tematach dają radę. Dwa lata
temu byłam w Egipcie na wyjeździe ze znajomymi, to był mój pierwszy wyjazd do Egiptu po 7 latach. Zmiany, jakie zastałam na miejscu (Hurghada, tam byłam na wypoczynku), były oszałamiające. Ta mała
mieścina z główną ulicą, wokół której mieściło sie kilka sklepów i miejscowe knajpki, zmieniła się nie do poznania. To już nie wioska, a miasto. Naprawdę bardzo pozytywne zaskoczenie.
Ze znajomymi, było nas dokładnie 4 dziewczyny i dwóch chłopaków, na zakupy zdecydowaliśmy się wybrać wieczorową porą. W ciągu dnia oczywiście chcieliśmy jak najwięcej skorzystać z ładnej pogody. Wieczorem pomysł "shoppingowy", był rozsądniejszy, bo chodzenie po gwarnych ulicach Hurghady w 30oC upale i targowanie sie w każdym sklepie, nawet najsilniejsza kobieta tego nie wytrzyma:). Wieczorem ku niezadowoleniu chłopaków wyciągnęłyśmy ich na zakupy. Około godziny 20 znaleźliśmy sie w centrum miasta, w dość rozpoznawalnym miejscu, jakim jest rondo z Syrenką. Za Syrenką na północ rozpościera się Dahar stara dzielnica Hurghady, zamieszkała przez miejscową ludność, pamiętam, że rezydenci raczej proszą, żeby turyści się tam sami nie kręcili, wiec wybraliśmy trasę na południe od Syrenki, czyli poszliśmy w kierunku Hotelu Roma. Naszym celem było kupienie paszmin (chusty) oraz jakiś drobnych souvenirów dla rodzin. Chłopcy czuli pismo nosem, że będzie to dla nich tragiczny wieczór, po przejściu już pierwszych 100 m, gdzie, co wystawa my musiałyśmy przystanąć i każdy kubeczek, magnez, chustę, t-shirt zobaczyć dokładnie oraz dotknąć :). No to niestety domena wszystkich kobiet, po bezmyślnym zakupie mamy dysonans po zakupowy i dlatego warto wszystko dokładnie sprawdzić zanim sie to kupi :). I tak chłopcy przeszli z nami całą główną ulicę wzdłuż i wszerz. My nadal bez konkretnej zdobyczy. Pod koniec wędrówki po mieście znaleźliśmy mały niepozorny sklepik, w którym sprzedawca miał chyba z 1000 rodzajów paszmin. Spędziłyśmy w tym sklepie dobrą 1h. Sprzedawca myślę, miał nas tak samo dość jak chłopaki. Sklep w czasie naszego wybierania, wyglądał jakby przeszedł przez niego huragan. Jedna koleżanka miał na imię Karolina, najlepiej się też targowała i dostała przydomek od pana "huragan Karolina". Jak już wybrałyśmy, które chusty nam sie podobają to potem była dyskusja, która wziąć a którą sobie odpuścić :), no, bo przecież nie mogłyśmy kupić 50-ciu :), bez szaleństw. Chłopcy w nas zwątpili i poszli na piwo, powiedzieli, że jak skończą to po nas wrócą, bo my chyba szybko nie wyjdziemy. To był ich błąd zostawić nas same.....Drugą domeną kobiet oprócz zakupów jest szybkie nawiązywanie znajomości. Po chwili już znałyśmy prawie całą rodzinę naszego sprzedawcy, łącznie z jej historią. Żeby było śmiesznie Pan mówił trochę po polsku, co wzbudzało w nas dużą radość. Opowiedział nam o tym, że jest Koptem, pokazał słynny tatuaż na ręce. Ta miła rozmowa doprowadziła do tego, że i targowanie poszło nam gładko. Po dokonanych zakupach miło sie pożegnałyśmy i poszłyśmy po chłopaków. Wspomnę, że na drugi dzień wróciłyśmy do tego samego sklepu dokupić kilka nowych paszmin, które nam się podobały, a dzień wcześniej ich nie kupiłyśmy :). Do Egiptu wracam teraz nawet 2-3 do roku. Jak jestem w Hurghadzie to zawszę idę do tego samego sklepu z paszminami :), to już taka tradycja :).
Ze znajomymi, było nas dokładnie 4 dziewczyny i dwóch chłopaków, na zakupy zdecydowaliśmy się wybrać wieczorową porą. W ciągu dnia oczywiście chcieliśmy jak najwięcej skorzystać z ładnej pogody. Wieczorem pomysł "shoppingowy", był rozsądniejszy, bo chodzenie po gwarnych ulicach Hurghady w 30oC upale i targowanie sie w każdym sklepie, nawet najsilniejsza kobieta tego nie wytrzyma:). Wieczorem ku niezadowoleniu chłopaków wyciągnęłyśmy ich na zakupy. Około godziny 20 znaleźliśmy sie w centrum miasta, w dość rozpoznawalnym miejscu, jakim jest rondo z Syrenką. Za Syrenką na północ rozpościera się Dahar stara dzielnica Hurghady, zamieszkała przez miejscową ludność, pamiętam, że rezydenci raczej proszą, żeby turyści się tam sami nie kręcili, wiec wybraliśmy trasę na południe od Syrenki, czyli poszliśmy w kierunku Hotelu Roma. Naszym celem było kupienie paszmin (chusty) oraz jakiś drobnych souvenirów dla rodzin. Chłopcy czuli pismo nosem, że będzie to dla nich tragiczny wieczór, po przejściu już pierwszych 100 m, gdzie, co wystawa my musiałyśmy przystanąć i każdy kubeczek, magnez, chustę, t-shirt zobaczyć dokładnie oraz dotknąć :). No to niestety domena wszystkich kobiet, po bezmyślnym zakupie mamy dysonans po zakupowy i dlatego warto wszystko dokładnie sprawdzić zanim sie to kupi :). I tak chłopcy przeszli z nami całą główną ulicę wzdłuż i wszerz. My nadal bez konkretnej zdobyczy. Pod koniec wędrówki po mieście znaleźliśmy mały niepozorny sklepik, w którym sprzedawca miał chyba z 1000 rodzajów paszmin. Spędziłyśmy w tym sklepie dobrą 1h. Sprzedawca myślę, miał nas tak samo dość jak chłopaki. Sklep w czasie naszego wybierania, wyglądał jakby przeszedł przez niego huragan. Jedna koleżanka miał na imię Karolina, najlepiej się też targowała i dostała przydomek od pana "huragan Karolina". Jak już wybrałyśmy, które chusty nam sie podobają to potem była dyskusja, która wziąć a którą sobie odpuścić :), no, bo przecież nie mogłyśmy kupić 50-ciu :), bez szaleństw. Chłopcy w nas zwątpili i poszli na piwo, powiedzieli, że jak skończą to po nas wrócą, bo my chyba szybko nie wyjdziemy. To był ich błąd zostawić nas same.....Drugą domeną kobiet oprócz zakupów jest szybkie nawiązywanie znajomości. Po chwili już znałyśmy prawie całą rodzinę naszego sprzedawcy, łącznie z jej historią. Żeby było śmiesznie Pan mówił trochę po polsku, co wzbudzało w nas dużą radość. Opowiedział nam o tym, że jest Koptem, pokazał słynny tatuaż na ręce. Ta miła rozmowa doprowadziła do tego, że i targowanie poszło nam gładko. Po dokonanych zakupach miło sie pożegnałyśmy i poszłyśmy po chłopaków. Wspomnę, że na drugi dzień wróciłyśmy do tego samego sklepu dokupić kilka nowych paszmin, które nam się podobały, a dzień wcześniej ich nie kupiłyśmy :). Do Egiptu wracam teraz nawet 2-3 do roku. Jak jestem w Hurghadzie to zawszę idę do tego samego sklepu z paszminami :), to już taka tradycja :).


